Kochana, siadaj i nalej sobie herbaty. Przebieram się na Halloween od lat i pamiętam jeszcze czasy, kiedy ludzie myśleli, że dynia nadaje się tylko do zupy. Przez ten czas nauczyłam się kilku rzeczy. Najlepsze kostiumy robi się z ubrań, których nie żal, bo kiedy drżysz o ulubioną sukienkę, zamiast się bawić, tylko się denerwujesz. Makijaż robi robotę, a ubranie najwyżej mu pomaga. No i zanim wyjdziesz z domu, pomyśl, jak w tym przebraniu pójdziesz do toalety, bo nawet najlepsza mumia musi czasem… no wiesz. Od mumii zresztą zaczniemy, bo to najprostszy kostium z całej czwórki.
Pierwsza filmowa mumia wstała z sarkofagu w 1932 roku. Boris Karloff zagrał wtedy Imhotepa, egipskiego kapłana, którego ktoś nieopatrznie obudził, a charakteryzacja do scen w bandażach trwała podobno osiem godzin. Większość z nas zna jednak „Mumię” z 1999 roku, przygodówkę z Brendanem Fraserem i Rachel Weisz, pełną piasku, skarabeuszy i humoru, która dalej świetnie się ogląda. W wersji z 2017 roku, tej z Tomem Cruise’em, mumią jest wreszcie kobieta, księżniczka Ahmanet grana przez Sofię Boutellę, i dobrze, bo bandażom należało się trochę blasku. Fascynacja mumiami nie zaczęła się zresztą w kinie. W XIX-wiecznej Anglii sprzedawano bilety na pokazy, podczas których lekarz odwijał przed publicznością kolejne warstwy płótna, a malarze przez lata używali farby zwanej brązem mumiowym, robionej dosłownie ze sproszkowanych mumii. Można ją było kupić jeszcze w XX wieku.
Nasza mumia nikogo nie straszy. To egipska dama po drzemce trwającej kilka tysięcy lat, w sukience z bandaży, ze złotym kołnierzem na szyi i kreską jak z fresków w Dolinie Królów. Bandaże zrobisz ze starego prześcieradła albo kilku spranych T-shirtów, które trzeba porwać w pasy szerokie na pięć do ośmiu centymetrów. Właśnie porwać, a nie pociąć, bo postrzępione brzegi od razu wyglądają, jakby przeleżały tysiąc lat. Paski wrzuć na pół godziny do mocnej herbaty albo kawy, wyciśnij, zgnieć w kulę i wysusz na kaloryferze. Każdy wyjdzie w innym odcieniu beżu i o to właśnie chodzi.
Bandaży nie owijaj na gołym ciele. Najpierw załóż dopasowaną sukienkę albo legginsy i top w kolorze skóry, a w zimny wieczór pod spód zmieszczą się jeszcze termiczne legginsy. Dopiero na tę bazę nawijaj paski i przypinaj ich końce agrafkami, zostawiając kilka luźno zwisających, bo dodają efektu. Jeden długi pas zawinięty w turban załatwi głowę. Złoty kołnierz wytniesz z kartonu w kształcie półksiężyca, pomalujesz złotą farbą albo okleisz złotkami po czekoladkach i ozdobisz koralikami z rozprutego naszyjnika. Do tego długa kreska eyelinerem, złoty cień na powiekach, odrobina brązu pod kośćmi policzkowymi i usta w kolorze karmelu. Całość zwykle nie kosztuje nic, a z gazą i złotą farbą najwyżej kilkanaście złotych. Jedna rada na koniec: owijaj się tak, żeby jedną część kostiumu dało się zdjąć bez rozwijania całej mumii. Około północy mi podziękujesz.